niedziela, 18 stycznia 2015

"Nowy bieg historii, czyli co, jeśli...?" - Rozdział 2

– Dlaczego Liciek musiał mnie wysłać po to drewno do lasu... – mówił niezadowolony blond włosy chłopiec, idąc leśną ścieżką i kopiąc jakiś kamień, który mu się nawinął pod nogi. – Przecież mógł pójść sam. – Nadął policzki. – Hyh? – spojrzał na jedno z drzew. Był pewny, że coś się tam poruszyło.
Podszedł do dość okazałego fragmentu przyrody i położył dłonie na korze. Szybkim ruchem tułowia zajrzał za drzewo, ale nikogo tam nie było. Natomiast teraz zatrzęsły się krzaki. Polska napchał w policzki jeszcze więcej powietrza.
– Wyłaź! Wiem, że tam jesteś! – fuknął.
Po chwili przed nim pojawiła się bardzo drobniutka postać. Była to mała dziewczynka ubrana w poszarzałą sukienkę. Na jej głowie panował istny nieład, a między kosmykami brązowych włosów gdzieniegdzie można było znaleźć fragmenty gałęzi i liści. Wpatrywała się teraz przestraszona w Feliksa swoimi błękitnymi oczkami. Chłopak dał krok w jej stronę, ale ona od razu schowała się za drzewem.
– Hej, boisz się mnie? – przekrzywił głowę na bok, a ona tylko się skuliła. – Nic ci nie zrobię. Generalnie nie musisz się obawiać! – zaśmiał się. – Jestem totalnie niegroźny!
– N-naprawdę? – wychyliła główkę z ukrycia.
– Pewnie – uśmiechnął się promiennie i podszedł do niej, łapiąc ją za policzki. – Ale słodziutka! – Potarmosił ją trochę, przez co ta zaczęła się wyrywać i odwróciła się do niego obrażona tyłem. – Nie bądź taka sztywna – jęknął. – Jak dzieci mogą być sztywne? Tym bardziej maluchy młodsze ode mnie!
– Ale ty jesteś wielki! I straszny! – fuknęła.
– Jak się nazywasz? – Polska całkowicie zignorował wypowiedź brunetki.
– Wolin... – odparła niepewnie i znów odwróciła się twarzą do niego.
– Wolin? To nie ta wyspa, która leży gdzieś tam na zachodzie? – spojrzał na nią z zainteresowaniem.
– Tak, to ta... – spuściła głowę. – Głupi Zakon Krzyżacki powiedział, że to jest część jego domu, a jeśli mi się to nie podoba, to mam się wynieść...
– I tak jakby po prostu cię wyrzucił?
– Nie, sama poszłam – oznajmiła. – On jest głupi. Nie lubię go. Ale nie chcę też, żeby mieszkał w moim domu! – tupnęła niezadowolona nóżką. – Tylko nie mogę nic z tym zrobić...
– Nie martw się! Poluś to wszystko załatwi! – zielonooki uśmiechnął się od ucha do ucha, po czym podniósł o głowę od siebie mniejszą Wolin do góry.
– Poluś? – zdziwiła się. Nie przeszkadzało jej, że ten ją trzyma.
– Polska, czyli główna i najważniejsza nacja w Rzeczpospolitej Obojga Narodów! Na pewno musiałaś o mnie słyszeć! O Lićku też! – zaczął opowiadać o swoim państwie.
– R-Rzeczpospolita Obojga Narodów!? – ta niemal się wystraszyła. W końcu miała do czynienia z bardzo potężnym i rozległym państwem. Niemal od razu zmieniła ton mówienia. – J-ja p-przepraszam! N-nie chciałam sprawić ci kłopotu! Proszę, puść mnie, ja sobie gdzieś pójdę i...
– Zgłupiałaś totalnie. – Znów zabrzmiał jego śmiech. – Ty? Sama? Tutaj? To tak jakby bez żadnego sensu. Jeszcze cię ktoś porwie i co wtedy?
– Ale...
– Żadnych "ale", Woli-Woli – przerwał dziewczynce, zdrabniając jej imię, po czym usadził ją sobie na plecach. Ta wystraszona, że zaraz spadnie, w panice złapała się jego długich włosów. – Skoro Poluś to załatwi, to Poluś to załatwi. Taki mały berbeć nie powinien nic robić totalnie w pojedynkę.

* * *

– Liciek, to jest Woli-Woli. Woli-Woli, to Liciek – dumny z siebie Polska przedstawił tę dwójkę.
– Um... – ta nie wiedziała zbytnio, jak się zachować. Nie lubiła zawierać nowych znajomości. Było to dla niej trochę krępujące... – Jestem Wolin...
– Cześć, miło cię poznać – brunet uśmiechnął się do niej szczerze, żeby dodać jej otuchy. Ona od razu poczuła się lepiej. Widziała, że jest do niej przyjaźnie nastawiony. – Jestem Litwa.
– Zakoniak wywalił Woli-Woli z jej wyspy. To jest totalnie nie fair! – fuknął Feliks. – A poza tym Zakoniak cały czas na nas najeżdża! Tak jakby powinniśmy coś z tym zrobić!
– J-ja nie chcę narobić wam kłopotu... – Wolin spuściła główkę. Toris już chciał coś powiedzieć, ale Feliks był szybszy.
– Jakiego kłopotu?! Przecież to nasz obowiązek, żeby ci pomóc! Prawda Liciek? – spojrzał na przyjaciela z uśmiechem na pół twarzy.
– T-tak mi się wydaje... – brunet niezbyt wiedział co na to odpowiedzieć. Niemal od razu podrapał się po karku.
– Hej, Woli-Woli? A może zostaniesz tu na stałe?
Po tym pytaniu dziewczynka oraz Litwa stanęli jak wryci. Oboje byli tym zaszokowani. Litwin nie byłby temu zbytnio przeciwny, jednak... Polska przyprowadził ją tu praktycznie przed chwilą. Potem zaproponował jej pomoc, co częściowo równało się z wojną z Zakonem Krzyżackim. Feliks był jego zdaniem kompletnie nieodpowiedzialny.
– Em... Czy możemy porozmawiać? – brunet zwrócił się do przyjaciela, spoglądając ukradkiem na zdezorientowaną wszystkim dziewczynkę.
– Pewnie, wal śmiało.
– ...nie tutaj – chwycił go za przedramię i zaciągnął do sąsiedniego pomieszczenia, po czym zamknął drzwi. – Czy naprawdę uważasz, że to dobry pomysł?
– Z czym?
– Z tym, żeby Wolin z nami zamieszkała.
– Jasne, że tak – Feliks zarzucił ręce za głowę. – W końcu co może się stać? Totalnie nie masz się co martwić.
– A co z Zakonem Krzyżackim? Wścieknie się, kiedy się o tym dowie.
– Jemu nic do tego. W końcu generalnie ją wywalił, więc nie powinien mieć nic przeciwko. A poza tym tak jakby zajął naszą ziemię na północy! Pojmujesz to?! – uniósł się Polska. – Myślę, że to jest dobry pretekst, żeby wypowiedzieć mu wojnę. I przy okazji zająć się Woli-Woli.
– Już to wszystko zaplanowałeś? – zmieszał się Toris.
– Co w tym trudnego? Bułka z masłem – uśmiechnął się. – I skoro ja wymyśliłem plan, to ty się zajmiesz jego wykonaniem.
– Mowy nie ma! – brunet nie miał zamiaru sam walczyć przeciw całemu zakonowi. – Nie zwalaj tego na mnie! Albo walczymy razem albo wcale!
– Liciek, Liciek, Liciek... – zielonooki pokręcił głową z dezaprobatą. – Tak jakby nie mam wyboru i muszę się zgodzić.
W tym momencie ktoś zapukał delikatnie do drzwi i nacisnął na klamkę. W progu pojawiła się mała Wolin z zakłopotaną minką. Powolutku podeszła do Polski i spojrzała na jego twarz. Od razu się rozpromienił.
– Cz-czy coś się stało? – spytała nieśmiało.
– Totalnie nic – zmierzwił jej włosy. – Po prostu sobie rozmawiamy, siostrzyczko.
Ostatni wyraz w tym zdaniu utwierdził tylko Litwę w tym, że decyzja została podjęta. Chłopak westchnął głęboko. Nie miał już nawet o co się kłócić z przyjacielem. Klamka zapadła.
Toris z delikatnym uśmiechem na twarzy przykucnął przy dziewczynce. Wyjął jej z włosów kilka liści i gałęzi, po czym odezwał się:
– Co ty na to, żeby ci upleść warkoczyka?
– Potrafisz? – Zamrugała kilka razy.
– Pewnie. Odwróć się tylko.
Wolin posłusznie wykonała polecenie. Już po niecałych dziesięciu minutach mogła się cieszyć nową fryzurą. Patrząc na jej reakcję, musiała być zachwycona. Chwyciła warkoczyk w dłoń i zaczęła go oglądać z każdej strony.
– Jest piękny – powiedziała z rozradowaną buzią.
– Cieszę się, że ci się podoba – Toris uśmiechnął się do niej szczerze. – Jeśli zechcesz, to cię nauczę, jak to się robi. Wtedy będziesz mogła sobie sama zaplatać.
– Ej, dlaczego chcesz uczyć Woli-Woli, a mnie jeszcze dotąd nie nauczyłeś? – Polska nadął policzki.
– Braciszku, jak Litwa mnie nauczy, to wtedy ja ci będę pleść warkoczyki – powiedziała pociesznie mała, na co dwójka przyjaciół nie mogła się nie zaśmiać. Feliksa dodatkowo niemal wzruszyło to, że Wolin powiedziała do niego "braciszku". Cieszył się, że dziewczynka zostanie z nimi.

* * *

Po dwuletniej wojnie z Zakonem Krzyżackim wreszcie zapanował pokój. Rzeczpospolita Obojga Narodów w wyniku korzystnego porozumienia odzyskała zabraną ziemię i oficjalnie włączyła do swojego państwa Wolin. Zakon Krzyżacki nie był temu jakoś wyjątkowo przeciwny. Już wcześniej rozniósł plotkę o tym, że jakieś dziwne bóstwa pałętają się po wyspie. Jako że chrześcijański Bóg był przeciwny jakimkolwiek kontaktom z owymi stworzeniami, Zakon zrzekł się władzy nad tym terenem i przesiedlił wszystkich swoich podwładnych gdzie indziej. Chciał chronić swój lud. Taka przynajmniej według niego była oficjalna wersja. A jak było naprawdę? "Weźcie sobie tę wyspę. I tak jej nie chcę" – takim komentarzem uraczył Polskę i Litwę białowłosy.
Mijały lata. Wolin rosła jak na drożdżach. Zaczęła chodzić w spodniach i koszulach Feliksa, gdyż wszystkie inne ubrania wydawały się dla niej niewygodne. Jej brat nie widział w tym problemu, więc chętnie pożyczał jej ciuchy. Litwa, tak jak obiecał, nauczył ją pleść warkocze. Co prawda robiła to troszkę krzywo, jednak nikt tego nie zauważał, gdyż i tak przerzucała splecione włosy na lewe ramię.
Na tereny wyspy Wolin zaczęli przybywać osadnicy z Rzeczpospolitej, co przyczyniło się do rozwoju rolnictwa oraz rybołówstwa. Otwarto nawet port w Międzyzdrojach, które otrzymały prawa miejskie jako jedyne na całej wyspie. Statki z różnych krajów zaczęły przybywać w te strony, przez co Rzeczpospolita zaczęła otrzymywać zyski z wymiany handlowej. Nie wszystko jednak szło po myśli Polski. Z każdym rokiem jego kraj stawał się coraz słabszy z powodu braku reform wewnętrznych. Feliks celowo ich nie robił. Nie chciał nic zmieniać. Ponadto jego sytuację pogarszało to, że Rzeczpospolita graniczyła z bardzo silnymi mocarstwami. Prusy (który jakiś czas temu zmienił nazwę z Zakonu Krzyżackiego), Rosja i Austria stanowili bezpośrednie zagrożenie. Mimo uwag Litwy, Polska nic sobie z tego nie robił. Dość szybko doszło do rozbioru jego ziem. Później nawet obaj z Torisem zniknęli z mapy świata. Wtedy to Litwa trafił pod rządy Ivana, a Wolin Gilberta. Dziewczyna jednak dzielnie walczyła o jak najdłuższe pozostanie z Feliksem.
– Polsko, może jest coś, co jeszcze da się zrobić? – dziewczyna spojrzała rozżalona i zmartwiona na swojego starszego brata. On wydawał się nie zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji. – Rzeczpospolita zniknęła całkowicie z mapy świata! A do tego ja trafiłam do zaboru niemieckiego, a ty do rosyjskiego!
– O nic się nie martw. Zająłem się wszystkim. – Machał ręką.
– Ale wiesz, że zrobienie z Warszawy stolicy innych państw nie pomoże, prawda? – Ona jakby zdawała sobie sprawę, co Feliks chciał zrobić.
– Jak to nie? – na jego twarzy pojawiła się smutna buźka.
– Polsko!
– Spokojnie Różyczko. – Zaśmiał się, widząc, jak ta nadyma policzki. Nie lubiła, kiedy zdrabniał jej imię, mimo iż sam jej je nadał. – Już jestem totalnie poważny.
– To nie jest śmieszne – powiedziała rozżalona.
– Woli-Woli, mam dla ciebie super wypasioną misję. – Uśmiechnął się pociesznie i przytulił ją. – Przemkniesz się do Włoch i utworzysz tam zawaliste oddziały, które rozgromią Prusaków i Rosjan! A wtedy Austria się podda i Rzeczpospolita znów będzie silnym państwem! – mówił to takim wesołym tonem, jakby opowiadał o wczorajszym przedstawieniu ulicznego artysty. – I też wyswobodzisz swoją wyspę! I będzie wyczepiście!
– Nie wiem, czy dam radę... – Róża spojrzała w zielone oczy brata. Zawsze ją uspokajały. – Już nie mam siły... Ta szara rzeczywistość mnie dobija...
– A właśnie, przypomniałaś mi o czymś! – Potarmosił ją po głowie. – Dobra młodsza siostrzyczka!
– Co to takiego? – Ta zdawała się być trochę zirytowana, że przez Feliksa będzie musiała poprawiać sobie warkocza.
– Kiedy wszystko wydaje się szare i brzydkie, należy to odmalować. I to najlepiej na jakiś wesoły, jaskrawy kolor! Myślę, że wiesz o czym mówię, c'nie?
– F-Feliks... – aż odebrało jej mowę. Wolin naprawdę rzadko pozwalała sobie na użycie jego prawdziwego imienia. Ale tym razem musiała. Ta wypowiedź była aż nazbyt głęboka jak na niego. I nosiła w sobie za duże przesłanie. – O-oczywiście, że wiem! – odparła szybko.
– Cieszę się. – Uśmiechnął się szeroko. – Tak więc będę czekał.
– Zrobię, co w mojej mocy. I nie poddam się – powiedziała już z uśmiechem na twarzy. Od razu wyszła z pomieszczenia.
Wypowiedź brata dodała jej otuchy. Wiedziała, że jego plan jest praktycznie niemożliwy do zrealizowania. A mimo to chciała spróbować. Dla niego. Bo przecież skoro ta szara rzeczywistość wszystko niszczy, to trzeba spróbować coś zmienić. Wolin postanowiła zrobić wszystko, żeby wyswobodzić siebie i Polskę. Wiedziała, że konkretnie TO Feliks miał na myśli.
Weszła do swojego pokoju. Niemal od razu spojrzała na jej mundur znajdujący się na łóżku, a mianowicie na coś, co na nim leżało. Podeszła bliżej i wzięła do ręki tajemniczy przedmiot, który bez problemu mieścił się w dłoni. Było na nim wygrawerowane godło Polski, co wręcz uwiodło dziewczynę. Orientując się, że "pudełeczko" się otwiera, postanowiła zobaczyć, co jest w środku. Niezbyt rozumiała, co to może być. W pewnym momencie przypadkowo nacisnęła na czarny spust. Od razu pokój rozjaśnił mały płomyk. Róża niemal upuściła domniemany prezent od Feliksa. Potem tylko uśmiechnęła się rozczulająco. Dostała zapalniczkę. Coś, o czym wszyscy mogli tylko pomarzyć. Miała ochotę zganić brata za to, że kupuje takie drogie rzeczy, jednak po prostu nie mogła. Schowała przedmiot do kieszeni mundurowych spodni.
– Dziękuję... – szepnęła.

~ * * * ~

Tym razem retrospekcja... Mam nadzieję, że się wam spodobała. Jejku, jak ja dawno nic nie publikowałam... ^^" Ale to nic! Nie jest źle... xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz