– Dlaczego
Liciek musiał mnie wysłać po to drewno do lasu... – mówił niezadowolony blond
włosy chłopiec, idąc leśną ścieżką i kopiąc jakiś kamień, który mu się nawinął
pod nogi. – Przecież mógł pójść sam. – Nadął policzki. – Hyh? – spojrzał
na jedno z drzew. Był pewny, że coś się tam poruszyło.
Podszedł
do dość okazałego fragmentu przyrody i położył dłonie na korze. Szybkim ruchem
tułowia zajrzał za drzewo, ale nikogo tam nie było. Natomiast teraz zatrzęsły
się krzaki. Polska napchał w policzki jeszcze więcej powietrza.
–
Wyłaź! Wiem, że tam jesteś! – fuknął.
Po
chwili przed nim pojawiła się bardzo drobniutka postać. Była to mała
dziewczynka ubrana w poszarzałą sukienkę. Na jej głowie panował istny nieład, a
między kosmykami brązowych włosów gdzieniegdzie można było znaleźć fragmenty
gałęzi i liści. Wpatrywała się teraz przestraszona w Feliksa swoimi błękitnymi
oczkami. Chłopak dał krok w jej stronę, ale ona od razu schowała się za
drzewem.
–
Hej, boisz się mnie? – przekrzywił głowę na bok, a ona tylko się skuliła. –
Nic ci nie zrobię. Generalnie nie musisz się obawiać! – zaśmiał się. – Jestem
totalnie niegroźny!
– N-naprawdę?
– wychyliła główkę z ukrycia.
–
Pewnie – uśmiechnął się promiennie i podszedł do niej, łapiąc ją za policzki. –
Ale słodziutka! – Potarmosił ją trochę, przez co ta zaczęła się wyrywać i
odwróciła się do niego obrażona tyłem. – Nie bądź taka sztywna – jęknął. – Jak
dzieci mogą być sztywne? Tym bardziej maluchy młodsze ode mnie!
–
Ale ty jesteś wielki! I straszny! – fuknęła.
–
Jak się nazywasz? – Polska całkowicie zignorował wypowiedź brunetki.
–
Wolin... – odparła niepewnie i znów odwróciła się twarzą do niego.
–
Wolin? To nie ta wyspa, która leży gdzieś tam na zachodzie? – spojrzał na nią z
zainteresowaniem.
–
Tak, to ta... – spuściła głowę. – Głupi Zakon Krzyżacki powiedział, że to jest
część jego domu, a jeśli mi się to nie podoba, to mam się wynieść...
– I
tak jakby po prostu cię wyrzucił?
–
Nie, sama poszłam – oznajmiła. – On jest głupi. Nie lubię go. Ale nie chcę też,
żeby mieszkał w moim domu! – tupnęła niezadowolona nóżką. – Tylko nie mogę nic
z tym zrobić...
–
Nie martw się! Poluś to wszystko załatwi! – zielonooki uśmiechnął się od ucha
do ucha, po czym podniósł o głowę od siebie mniejszą Wolin do góry.
–
Poluś? – zdziwiła się. Nie przeszkadzało jej, że ten ją trzyma.
–
Polska, czyli główna i najważniejsza nacja w Rzeczpospolitej Obojga Narodów! Na
pewno musiałaś o mnie słyszeć! O Lićku też! – zaczął opowiadać o swoim
państwie.
– R-Rzeczpospolita
Obojga Narodów!? – ta niemal się wystraszyła. W końcu miała do czynienia z bardzo
potężnym i rozległym państwem. Niemal od razu zmieniła ton mówienia. – J-ja p-przepraszam!
N-nie chciałam sprawić ci kłopotu! Proszę, puść mnie, ja sobie gdzieś pójdę
i...
–
Zgłupiałaś totalnie. – Znów zabrzmiał jego śmiech. – Ty? Sama? Tutaj? To tak
jakby bez żadnego sensu. Jeszcze cię ktoś porwie i co wtedy?
–
Ale...
–
Żadnych "ale", Woli-Woli – przerwał dziewczynce, zdrabniając jej
imię, po czym usadził ją sobie na plecach. Ta wystraszona, że zaraz spadnie, w
panice złapała się jego długich włosów. – Skoro Poluś to załatwi, to Poluś to
załatwi. Taki mały berbeć nie powinien nic robić totalnie w pojedynkę.
* * *
– Liciek, to
jest Woli-Woli. Woli-Woli, to Liciek – dumny z siebie Polska przedstawił tę
dwójkę.
– Um... – ta nie
wiedziała zbytnio, jak się zachować. Nie lubiła zawierać nowych znajomości.
Było to dla niej trochę krępujące... – Jestem Wolin...
– Cześć, miło
cię poznać – brunet uśmiechnął się do niej szczerze, żeby dodać jej otuchy. Ona
od razu poczuła się lepiej. Widziała, że jest do niej przyjaźnie nastawiony. –
Jestem Litwa.
– Zakoniak
wywalił Woli-Woli z jej wyspy. To jest totalnie nie fair! – fuknął Feliks. – A
poza tym Zakoniak cały czas na nas najeżdża! Tak jakby powinniśmy coś z tym
zrobić!
– J-ja nie chcę
narobić wam kłopotu... – Wolin spuściła główkę. Toris już chciał coś
powiedzieć, ale Feliks był szybszy.
– Jakiego
kłopotu?! Przecież to nasz obowiązek, żeby ci pomóc! Prawda Liciek? – spojrzał
na przyjaciela z uśmiechem na pół twarzy.
– T-tak mi się
wydaje... – brunet niezbyt wiedział co na to odpowiedzieć. Niemal od razu
podrapał się po karku.
– Hej, Woli-Woli?
A może zostaniesz tu na stałe?
Po tym pytaniu
dziewczynka oraz Litwa stanęli jak wryci. Oboje byli tym zaszokowani. Litwin
nie byłby temu zbytnio przeciwny, jednak... Polska przyprowadził ją tu
praktycznie przed chwilą. Potem zaproponował jej pomoc, co częściowo równało
się z wojną z Zakonem Krzyżackim. Feliks był jego zdaniem kompletnie
nieodpowiedzialny.
– Em... Czy
możemy porozmawiać? – brunet zwrócił się do przyjaciela, spoglądając ukradkiem
na zdezorientowaną wszystkim dziewczynkę.
– Pewnie, wal
śmiało.
– ...nie tutaj –
chwycił go za przedramię i zaciągnął do sąsiedniego pomieszczenia, po czym
zamknął drzwi. – Czy naprawdę uważasz, że to dobry pomysł?
– Z czym?
– Z tym, żeby
Wolin z nami zamieszkała.
– Jasne, że tak –
Feliks zarzucił ręce za głowę. – W końcu co może się stać? Totalnie nie masz
się co martwić.
– A co z Zakonem
Krzyżackim? Wścieknie się, kiedy się o tym dowie.
– Jemu nic do
tego. W końcu generalnie ją wywalił, więc nie powinien mieć nic przeciwko. A
poza tym tak jakby zajął naszą ziemię na północy! Pojmujesz to?! – uniósł się
Polska. – Myślę, że to jest dobry pretekst, żeby wypowiedzieć mu wojnę. I przy
okazji zająć się Woli-Woli.
– Już to
wszystko zaplanowałeś? – zmieszał się Toris.
– Co w tym
trudnego? Bułka z masłem – uśmiechnął się. – I skoro ja wymyśliłem plan, to ty
się zajmiesz jego wykonaniem.
– Mowy nie ma! –
brunet nie miał zamiaru sam walczyć przeciw całemu zakonowi. – Nie zwalaj tego
na mnie! Albo walczymy razem albo wcale!
– Liciek,
Liciek, Liciek... – zielonooki pokręcił głową z dezaprobatą. – Tak jakby nie
mam wyboru i muszę się zgodzić.
W tym momencie
ktoś zapukał delikatnie do drzwi i nacisnął na klamkę. W progu pojawiła się
mała Wolin z zakłopotaną minką. Powolutku podeszła do Polski i spojrzała na
jego twarz. Od razu się rozpromienił.
– Cz-czy coś się
stało? – spytała nieśmiało.
– Totalnie nic –
zmierzwił jej włosy. – Po prostu sobie rozmawiamy, siostrzyczko.
Ostatni wyraz w
tym zdaniu utwierdził tylko Litwę w tym, że decyzja została podjęta. Chłopak
westchnął głęboko. Nie miał już nawet o co się kłócić z przyjacielem. Klamka
zapadła.
Toris z
delikatnym uśmiechem na twarzy przykucnął przy dziewczynce. Wyjął jej z włosów
kilka liści i gałęzi, po czym odezwał się:
– Co ty na to,
żeby ci upleść warkoczyka?
– Potrafisz? –
Zamrugała kilka razy.
– Pewnie. Odwróć
się tylko.
Wolin posłusznie
wykonała polecenie. Już po niecałych dziesięciu minutach mogła się cieszyć nową
fryzurą. Patrząc na jej reakcję, musiała być zachwycona. Chwyciła warkoczyk w
dłoń i zaczęła go oglądać z każdej strony.
– Jest piękny –
powiedziała z rozradowaną buzią.
– Cieszę się, że
ci się podoba – Toris uśmiechnął się do niej szczerze. – Jeśli zechcesz, to cię
nauczę, jak to się robi. Wtedy będziesz mogła sobie sama zaplatać.
– Ej, dlaczego
chcesz uczyć Woli-Woli, a mnie jeszcze dotąd nie nauczyłeś? – Polska nadął
policzki.
– Braciszku, jak
Litwa mnie nauczy, to wtedy ja ci będę pleść warkoczyki – powiedziała
pociesznie mała, na co dwójka przyjaciół nie mogła się nie zaśmiać. Feliksa
dodatkowo niemal wzruszyło to, że Wolin powiedziała do niego
"braciszku". Cieszył się, że dziewczynka zostanie z nimi.
* * *
Po dwuletniej
wojnie z Zakonem Krzyżackim wreszcie zapanował pokój. Rzeczpospolita Obojga
Narodów w wyniku korzystnego porozumienia odzyskała zabraną ziemię i oficjalnie
włączyła do swojego państwa Wolin. Zakon Krzyżacki nie był temu jakoś wyjątkowo
przeciwny. Już wcześniej rozniósł plotkę o tym, że jakieś dziwne bóstwa
pałętają się po wyspie. Jako że chrześcijański Bóg był przeciwny jakimkolwiek
kontaktom z owymi stworzeniami, Zakon zrzekł się władzy nad tym terenem i przesiedlił
wszystkich swoich podwładnych gdzie indziej. Chciał chronić swój lud. Taka
przynajmniej według niego była oficjalna wersja. A jak było naprawdę?
"Weźcie sobie tę wyspę. I tak jej nie chcę" – takim komentarzem
uraczył Polskę i Litwę białowłosy.
Mijały lata.
Wolin rosła jak na drożdżach. Zaczęła chodzić w spodniach i koszulach Feliksa,
gdyż wszystkie inne ubrania wydawały się dla niej niewygodne. Jej brat nie
widział w tym problemu, więc chętnie pożyczał jej ciuchy. Litwa, tak jak
obiecał, nauczył ją pleść warkocze. Co prawda robiła to troszkę krzywo, jednak
nikt tego nie zauważał, gdyż i tak przerzucała splecione włosy na lewe ramię.
Na tereny wyspy
Wolin zaczęli przybywać osadnicy z Rzeczpospolitej, co przyczyniło się do
rozwoju rolnictwa oraz rybołówstwa. Otwarto nawet port w Międzyzdrojach, które otrzymały
prawa miejskie jako jedyne na całej wyspie. Statki z różnych krajów zaczęły
przybywać w te strony, przez co Rzeczpospolita zaczęła otrzymywać zyski z
wymiany handlowej. Nie wszystko jednak szło po myśli Polski. Z każdym rokiem
jego kraj stawał się coraz słabszy z powodu braku reform wewnętrznych. Feliks
celowo ich nie robił. Nie chciał nic zmieniać. Ponadto jego sytuację pogarszało
to, że Rzeczpospolita graniczyła z bardzo silnymi mocarstwami. Prusy (który
jakiś czas temu zmienił nazwę z Zakonu Krzyżackiego), Rosja i Austria stanowili
bezpośrednie zagrożenie. Mimo uwag Litwy, Polska nic sobie z tego nie robił.
Dość szybko doszło do rozbioru jego ziem. Później nawet obaj z Torisem zniknęli
z mapy świata. Wtedy to Litwa trafił pod rządy Ivana, a Wolin Gilberta.
Dziewczyna jednak dzielnie walczyła o jak najdłuższe pozostanie z Feliksem.
– Polsko, może
jest coś, co jeszcze da się zrobić? – dziewczyna spojrzała rozżalona i
zmartwiona na swojego starszego brata. On wydawał się nie zdawać sobie sprawy z
powagi sytuacji. – Rzeczpospolita zniknęła całkowicie z mapy świata! A do tego
ja trafiłam do zaboru niemieckiego, a ty do rosyjskiego!
– O nic się nie
martw. Zająłem się wszystkim. – Machał ręką.
– Ale wiesz, że
zrobienie z Warszawy stolicy innych państw nie pomoże, prawda? – Ona jakby
zdawała sobie sprawę, co Feliks chciał zrobić.
– Jak to nie? –
na jego twarzy pojawiła się smutna buźka.
– Polsko!
– Spokojnie
Różyczko. – Zaśmiał się, widząc, jak ta nadyma policzki. Nie lubiła, kiedy
zdrabniał jej imię, mimo iż sam jej je nadał. – Już jestem totalnie poważny.
– To nie jest
śmieszne – powiedziała rozżalona.
– Woli-Woli, mam
dla ciebie super wypasioną misję. – Uśmiechnął się pociesznie i przytulił ją. –
Przemkniesz się do Włoch i utworzysz tam zawaliste oddziały, które rozgromią Prusaków
i Rosjan! A wtedy Austria się podda i Rzeczpospolita znów będzie silnym
państwem! – mówił to takim wesołym tonem, jakby opowiadał o wczorajszym
przedstawieniu ulicznego artysty. – I też wyswobodzisz swoją wyspę! I będzie
wyczepiście!
– Nie wiem, czy
dam radę... – Róża spojrzała w zielone oczy brata. Zawsze ją uspokajały. – Już
nie mam siły... Ta szara rzeczywistość mnie dobija...
– A właśnie,
przypomniałaś mi o czymś! – Potarmosił ją po głowie. – Dobra młodsza
siostrzyczka!
– Co to takiego?
– Ta zdawała się być trochę zirytowana, że przez Feliksa będzie musiała
poprawiać sobie warkocza.
– Kiedy wszystko
wydaje się szare i brzydkie, należy to odmalować. I to najlepiej na jakiś
wesoły, jaskrawy kolor! Myślę, że wiesz o czym mówię, c'nie?
– F-Feliks... –
aż odebrało jej mowę. Wolin naprawdę rzadko pozwalała sobie na użycie jego
prawdziwego imienia. Ale tym razem musiała. Ta wypowiedź była aż nazbyt głęboka
jak na niego. I nosiła w sobie za duże przesłanie. – O-oczywiście, że wiem! –
odparła szybko.
– Cieszę się. –
Uśmiechnął się szeroko. – Tak więc będę czekał.
– Zrobię, co w
mojej mocy. I nie poddam się – powiedziała już z uśmiechem na twarzy. Od razu
wyszła z pomieszczenia.
Wypowiedź brata
dodała jej otuchy. Wiedziała, że jego plan jest praktycznie niemożliwy do
zrealizowania. A mimo to chciała spróbować. Dla niego. Bo przecież skoro ta
szara rzeczywistość wszystko niszczy, to trzeba spróbować coś zmienić. Wolin
postanowiła zrobić wszystko, żeby wyswobodzić siebie i Polskę. Wiedziała, że
konkretnie TO Feliks miał na myśli.
Weszła do
swojego pokoju. Niemal od razu spojrzała na jej mundur znajdujący się na łóżku,
a mianowicie na coś, co na nim leżało. Podeszła bliżej i wzięła do ręki
tajemniczy przedmiot, który bez problemu mieścił się w dłoni. Było na nim
wygrawerowane godło Polski, co wręcz uwiodło dziewczynę. Orientując się, że
"pudełeczko" się otwiera, postanowiła zobaczyć, co jest w środku.
Niezbyt rozumiała, co to może być. W pewnym momencie przypadkowo nacisnęła na
czarny spust. Od razu pokój rozjaśnił mały płomyk. Róża niemal upuściła
domniemany prezent od Feliksa. Potem tylko uśmiechnęła się rozczulająco.
Dostała zapalniczkę. Coś, o czym wszyscy mogli tylko pomarzyć. Miała ochotę
zganić brata za to, że kupuje takie drogie rzeczy, jednak po prostu nie mogła.
Schowała przedmiot do kieszeni mundurowych spodni.
– Dziękuję... –
szepnęła.
~ * * * ~
Tym razem retrospekcja... Mam nadzieję, że się wam spodobała. Jejku, jak ja dawno nic nie publikowałam... ^^" Ale to nic! Nie jest źle... xD