poniedziałek, 4 sierpnia 2014

"Nowy bieg historii, czyli co, jeśli...?" - Rozdział 1

Statek wreszcie dotarł do brzegu po leniwej podróży przez morskie fale. Jakiś chłopak rzucił kotwicę, ktoś jeszcze inny zakrzyknął coś po niemiecku do swoich towarzyszy. Nie było ich wielu, może z sześciu. Ponadto sam statek okazały nie był. Jego właściciel wcale nie musiał przypływać czymś ogromnym. Po co? Wystarczyła „mała łódka”, mówiąc kolokwialnie.

Sam Niemcy po chwili zszedł po drewnianej kładce na molo, a następnie na suchy ląd. Rozejrzał się i zmarszczył brwi. Pusto. A jeszcze wcześniej wydawało mu się, że stały tu dwie osoby. Jednej z nich się nawet spodziewał. W końcu zapowiedział się wcześniej. Miał nadzieję, że dziewczyna wreszcie się ugnie i wszystko zostanie załatwione po dobroci. Wychodziło jednak na to, że Ludwig będzie ją musiał zaciągnąć na statek siłą. Nie widział w tym dużego problemu. Przecież nie tylko był większy, ale również i znacznie lepiej zbudowany. Brunetka na ucieczkę również nie miała szans. Dogoniłby ją.

Podświadomie wyczuwając czyjąś obecność, odwrócił się w tamtą stronę. Przyjrzał się osobie, która się teraz do niego zbliżała. Nie można było mówić o pomyłce. To była Wolin w swoim mundurze.

 – Wreszcie przybyłeś. – Ugięła kolana i ukłoniła się w geście uprzejmości. – Czekałam na ciebie.

 – Mam rozumieć, że poszłaś po rozum do głowy, ja? I dlaczego chodzisz w spodniach!?

– Czepiasz się niepotrzebnie – fuknęła brunetka i skrzyżowała ręce na piersi. – A poza tym nie oddam wyspy tak łatwo, jeśli aż tak cię to interesuje.

 – Jeśli tego nie zrobisz, to użyję siły.

 – Tak jakbym się ciebie bała – oznajmiła sarkastycznie i pomachała ręką w geście drwiny.

Prawda była taka, że naprawdę się go obawiała. Mógł teraz zrobić wszystko. Miała w końcu do czynienia z Niemcem, a wiedziała nie od dziś, że ten naród jest po prostu nieobliczalny.

– Zachowujesz się jak bachor... – Dłoń blondyna powoli wylądowała na czole. – Przecież dobrze wiesz, że cokolwiek byś nie zrobiła, to i tak należysz do mnie. Dlaczego jesteś taka uparta?

– Bo mogę. – Nadęła policzki. – Mam dla ciebie propozycję – dodała po chwili. – Co powiesz na pojedynek?

– Jesteś dziewczyną. Ponadto ciągle dzieckiem. – Róża zjeżyła się na te słowa. Na ile według niego trzeba wyglądać, żeby być dorosłym?! – Nie będę się angażował w walkę, która od początku będzie ustawiona.

– Chcę ci przypomnieć, że jestem pełnoletnia – warknęła. – I nie taką walkę miałam na myśli. Założę się, że wypiję więcej piwa od ciebie.

Oczy Ludwiga zalśniły. Ona właśnie wypowiedziała słowo "piwo". W gruncie rzeczy na tej płaszczyźnie również nie miała szans z rodowitym Niemcem. Ale przecież blondyn nie przegapiłby okazji, żeby się napić, prawda? To by niemal splamiło jego sumienie.

– Przyjmuję wyzwanie – oświadczył pewny siebie. – Jeśli przegrasz, bez żadnej dyskusji zabierasz się ze mną i posłusznie mi usługujesz.

– A jeśli ty przegrasz, to zostawiasz wyspę w spokoju.

– Stoi.

Niemcy od razu ruszył w stronę statku po swoje zapasy ulubionego trunku. Wolin natomiast pomachała do osoby stojącej w oddali. To był Bartłomiej. Zauważył sygnał i zrozumiał, że wszystko idzie jak na razie po myśli dziewczyny. Mężczyzna dźwignął z ziemi dorodną zgrzewkę z piwem i zaczął iść w jej kierunku. Zastanawiał się, co z tego wszystkiego wyniknie. W końcu brunetka nie była jakimś tam pijakiem. Ba, w ogóle nie piła! Mężczyzna słyszał, że w całym swoim życiu upiła się tylko raz i to na ślubie jego rodziców. Westchnął. Myślał nad tym, czy da sobie radę. A co, jeśli przegra? Czy coś się zmieni? Zapewne tylko Niemcy zaczną się osiedlać na wyspie Wolin. To przecież nie jest jakaś znacząca zmiana. Przynajmniej taką miał nadzieję...

– Bartłomiej będzie liczył, ile każde z nas wypije butelek – oświadczyła dumna z siebie dziewczyna i usiadła na ziemi po turecku.

– Zaczynajmy. Szybciej się to skończy – westchnął blondyn i również usiadł, tyle że naprzeciw niej.

Wziął do ręki pierwszą butelkę i bez problemu ją opróżnił. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Wolin również wypiła swoją pierwszą porcję. Również brak reakcji z jej strony. Toteż oboje zaczęli pić, nie zwracając już na siebie uwagi.

W dość szybkim tempie przybywało pustych butelek. I Niemcy i Wolin już powoli zaczynali mieć dość piwa. Zwłaszcza dziewczyna. Jej organizm z każdym łykiem alkoholu przestawał go tolerować. Ludwig natomiast, mimo oporów ze strony żołądka, wciskał w siebie coraz więcej. Wyglądał, jakby wpadł w trans, z którego nikt nie miał prawa go wyrwać. Zrobiła to jednak brunetka, niespodziewanie wymiotując z przepełnienia.

– Dobrze się panienka czuje? – spytał Bartłomiej, po czym skarcił się za to. Co to w ogóle za pytanie? Przecież na pierwszy rzut oka widać, że raczej dobrze się NIE czuje. – Przyniosę panience wody. – Już chciał iść, ale powstrzymał go Niemcy, który złapał go za łydkę.

– Wygrałem, prawda? – zapytał spokojnie.

– Tak... T–to znaczy... Na to wygląda... – mężczyzna podrapał się po głowie. Sam nie wiedział już, jak ma odpowiedzieć.

– Yahoo! – Głośny okrzyk zadowolenia dobiegł do uszu Bartłomieja. Ludwig nagle podniósł ręce do góry i legł na plecy na miękkiej trawie wymieszanej z piaskiem pochodzącym z plaży.

– Skoro Niemcy są nieprzewidywalni, to pijani Niemcy tym bardziej... – powiedział sam do siebie. W końcu ruszył się z miejsca i poszedł po zapowiedzianą wcześniej wodę. Chciał, żeby Wolin przepłukała sobie chociaż gardło.

***

Następnego dnia Wolin obudziła się w nieznanym dotąd miejscu. Złapała się za głowę. Nie pamiętała nawet, jak się tutaj znalazła. Usiadła na łóżku, na którym wcześniej leżała. Po chwili zrozumiała, że był to błąd. Zacisnęła zęby z bólu. Czuła się, jakby ktoś wwiercał jej się przez czoło w mózg. Jęknęła cicho. Powoli, acz stanowczo stanęła na równych nogach. Rozejrzała się. Pokój był mały. Mieściła się tu tylko szafa na ubrania i łóżko z ciemną pościelą. Na podłodze leżał ciemnoszary dywan. Ściany wydawały się być równie monotonne. Przytulnie to tu nie było, to trzeba przyznać.

Brunetka stopniowo połączyła fakty. Przegrała z Ludwigiem "wojnę na piwo" i dlatego tu była. Jej naprawdę wydawało się, że może się z nim mierzyć na tej jednej płaszczyźnie. Jak widać bardzo się pomyliła.

– Przynajmniej próbowałam walczyć do końca... – szepnęła do siebie i zaczęła kierować się w stronę drzwi.

Wyjrzała na korytarz. Kiedy dostrzegła otwarte drzwi do jakiegoś pomieszczenia, postanowiła, że po prostu tam wejdzie. Co jej szkodzi? W końcu i tak będzie tu od dziś mieszkać.

– Heeee?! – usłyszała, kiedy była już blisko pokoju. – To nawet ze mną jeszcze tak nie popiłeś! To niesprawiedliwe!

– Zamknij się wreszcie! Głowa mnie boli! – tym razem po głosie rozpoznała Niemcy, który zaraz potem syknął z bólu. Kontynuował wypowiedź już ciszej. – Tak w ogóle to czemu przyjechałeś? Nie powinieneś być teraz gdzie indziej?

– "Gdzie indziej" czyli gdzie twoim zdaniem? – złośliwy głos z każdą chwilą wydawał się coraz bardziej znajomy.

Osobnik nie doczekał się odpowiedzi, bo Wolin właśnie wtedy stanęła w drzwiach.

– Gdzie jest kuchnia? – spytała słabym głosem.

– Korytarzem prosto i w lewo – usłyszała odpowiedź od Ludwiga i już miała zniknąć za rogiem, kiedy niespodziewanie ktoś złapał ją za ramiona i potrząsnął, co spowodowało, że znów zaczęła mieć mdłości. – Puszczaj mnie! – krzyknęła i zamknęła oczy, odpychając natręta.

Dopiero później uchyliła powieki, aby zbadać, z kim ma do czynienia. Jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie. Przed nią stała teraz ostatnia osoba, z którą chciała się widzieć. Był to ktoś, kogo nienawidziła nawet bardziej od Niemiec. Jej wróg numer jeden. Białowłosy osobnik, który teraz wpatrywał się w nią w kpiący sposób swoimi czerwonymi jak dwa rubiny oczyma.

– No proszę, nawet nasza mała Różyczka tu jest – Prusy – bo o nim mowa – skomentował tę sytuację ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.

– Dla ciebie Róża Wolińska jeśli już – warknęła i znów złapała się za głowę. – Co ty tu w ogóle robisz?

– To już nie można brata odwiedzić?

– Akurat dzisiaj?

– Coś ci nie pasuje?

Oboje zmierzyli siebie wzrokiem. Niemcy tylko patrzył lekko zażenowany na tę wymianę zdań, w dodatku polegającą tylko na zadawaniu pytań. W końcu postanowił wtrącić swoje trzy grosze.

– Skąd wy się znacie?

W tym momencie owa dwójka przeniosła na niego swoje spojrzenie. Dziewczyna niezbyt wiedziała, jak odpowiedzieć na to pytanie. Powiedzieć prawdę? A może spróbować skłamać? Drugi wariant był w tym momencie trudniejszy, bo niezbyt miała ochotę wysilać swoją kreatywność będąc tym samym na kacu.

– Długa historia – odparł wymijająco Gilbert, wyręczając ją z obowiązku tłumaczenia. – Jak będziesz grzecznym braciszkiem, to ci ją kiedyś opowiem – zaśmiał się.

Róża, korzystając z okazji, że bracia prowadzą akurat rozmowę, postanowiła udać się do kuchni i napić się upragnionej wody. Miała szczęście, że trafiła bez problemu.

Pomieszczenie było średniej wielkości. Ściany pokryte były kafelkami, które o dziwno nawet mieniły się pod wpływem promieni słonecznych wpadających przez okno znajdujące się naprzeciw drzwi. Po lewej stronie od wejścia stało kilka blatów kuchennych, kuchenka oraz lodówa, która była teraz najbardziej oddalona od dziewczyny. Na środku kuchni stół prezentował się w całej swojej okazałości, a krzesła stojące przy nim sprawiały wrażenie wygodnych i wręcz prosiły Wolin, aby usiadła na jednym z nich. Skacowanej dziewczynie to odpowiadało. Podeszła do blatu, przy którym był zlew i sięgnęła ręką do szafki wiszącej nad nim. Zaczęła poszukiwać jakiejś szklanki. Kiedy wreszcie jedną znalazła, zamknęła drewniane drzwiczki.

– Niemcy ostatecznie cię podbił? – wystraszona spojrzała w stronę lodówki. Przez chwilę wydawało jej się, że to ona do niej przemówiła, ale na jej szczęście się pomyliła.

– Włochy!? – Niemal od razu rozpoznała postać stojącą przy oknie.

– C–ciii!!! – ten zakrył jej szybko usta i mówił półgłosem. – Nie tak głośno! Jak Niemcy się dowie, że znów tu przyszedłem, to będzie zły. – Aż się wzdrygnął na samą myśl.

– Co ty tu w ogóle robisz? – spojrzała na niego ze zdziwieniem w oczach, po czym przyłożyła sobie zimną szklankę do czoła.

Feliciano pokazał z uśmiechem na otwartą lodówkę. Po chwili wyciągnął z niej mleko i zaczął je pić prosto z kartonu.

– Często tak podbierasz Niemcom jedzenie? – zaśmiała się dziewczyna i wreszcie wlała do szklanego naczynka trochę wody z kranu, po czym usiadła przy stole na jednym z tych wygodnych krzeseł.

– Zacząłem, odkąd pokazałaś mi, jak to robić. – Zrobił to samo. – Pamiętasz? To było wtedy, że wtedy.

– Ach, pamiętam. – Róża upiła trochę wody. – Ale w tamtych czasach nie mieliśmy wyboru... – Podrapała się zakłopotana po głowie. – A ty przecież bez problemu możesz teraz ugotować sobie pastę.

– Ve~ Ale tak jest wygodniej~! – zostawił karton na stole i znów podszedł do lodówki. Teraz dobrał się do jakiegoś ciasta.

– Wolin! – brunetka usłyszała wołanie, więc nie miała wyjścia, jak tylko udać się do salonu. – Zrób mi kanapkę – powiedział Prusy z zadziornym uśmieszkiem, kiedy już ta zjawiła się w salonie.

– Naprawdę nie mogłeś mi krzyknąć, żebym to zrobiła? – warknęła.

– Wolałem, żeby służka się trochę pofatygowała.

– Nienawidzę cię. – Nadęła policzki i trochę chwiejnym krokiem wróciła do kuchni.

Przeklęła jeszcze pod nosem, ale nie miała zamiaru nie wykonać zadania. Przez ramię Feliciano zgarnęła masło i zaczęła nim smarować chleb.

– Jak jesteś głodna, to dorzuć sera~! – powiedział pociesznie Włoch i wrzucił jej kawałek na wierzch. – O! I jeszcze plasterek pomidora~!

– To nie dla mnie. To dla Prus.

– Heee? – ten zdziwił się i to mocno. – Przecież on tu nie mieszka.

– Przyjechał w odwiedziny.

– Mógł wziąć ze sobą swoją służkę – zamyślił się brunet. – Nie rozumiem, dlaczego z niej nie korzysta.

– Widać znacznie bardziej woli mnie męczyć – westchnęła. – Nienawidzę go. Nienawidzę i jego i Niemiec. Dlaczego ja muszę tu być? – jęknęła trochę podłamana.

– Będzie dobrze. – Ten pociesznie poklepał ją po ramieniu. – Po prostu staraj się uciec, a kiedy nie wypali, to się poddaj. I znów próbuj uciec. I tak dalej.

– Nie wiem, czy to tak działa...

– Gdzie ta moja kanapka?! – krzyknął Gilbert z drugiego pokoju.

– Już niosę! – odkrzyknęła w niemiły sposób.

– To ja będę już szedł. Ciao~! – pożegnał się Włochy i wyszedł przez otwarte okno.

– Miło było cię widzieć – Wolin uśmiechnęła się już do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz