Bardzo powolnym krokiem kierowała się w stronę plaży. Miała przeczucie, a ono jej jeszcze nigdy nie zmyliło. Wiatr bawił się jej brązowymi włosami, nie dając jej spokoju. Co raz to odgarniała je za ucho. Skierowała swoje równie niebieskie co niebo oczy w stronę lądu, który można było dostrzec za barierą morską. Jej twarz nie wyrażała w tym momencie nic. Dziewczyna tępo wpatrywała się w jeden punkt. W końcu przeniosła spojrzenie na taflę wody. Przyjrzała się sobie. Była ubrana w białą, zwyczajną i prostą lnianą koszulę oraz czarne spodnie. Tak, spodnie. Była za to przez większość osób krytykowana. W końcu była dziewczyną i podobno było to dla niej zakazane. Ignorowała to, a przynajmniej się starała. Kiedyś wszyscy do tego przywykną, a ona będzie mogła w spokoju paradować w spodniach w środku miasta. Taką przynajmniej miała nadzieję.
Wyjęła z kieszeni zapalniczkę i obejrzała ją z każdej strony. Była jedną z nielicznych ich posiadaczy, a to wszystko za sprawą jej brata, który wspaniałomyślnie jej podarował ten drobny upominek z widniejącym na nim godłem Polski. Nie miała pojęcia, po co jej do szczęścia zapalniczka, jednak zawsze nosiła ją przy sobie. W końcu była od Feliksa. Samo to sprawiało, że nie chciała się z nią rozstawać.
Zapaliła ją i poczęła wpatrywać się bezmyślnie w jasny płomień. Tańczył on na wietrze, który nadal niesfornie drażnił się z jej włosami. Powinna uważać, żeby przypadkiem nie znalazły się one w zasięgu ognia, ale nie pomyślała o tym. Na jej szczęście daleko im było do podpalenia.
– Ach, tu panienka się podziewa! – Usłyszała głos za plecami, więc odwróciła się. Zmierzał do niej dość postawny mężczyzna w stroju szlachcica. Na oko można by stwierdzić, że ma mniej więcej trzydzieści pięć lat. Jego ciemne blond włosy komponowały się dobrze z orzechowymi oczyma, które teraz delikatnie mrużył pod wpływem wiatru. Posiadał również wąsy i brodę, gdyż panowała moda na zarost.
– Nawet sobie panienka nie wyobraża, ile czasu panienki szukałem!
Podszedł bliżej. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła, że blondyn trzyma w ręce płaszcz w kolorze trochę szarej, może nawet matowej zieleni. Przewidując, że to dla niej, znów odwróciła się do niego plecami, a on okrył ją, wygładzając materiał na jej ramionach, aby dobrze się ułożył. Ona jednak przekręciła narzutę w taki sposób, aby przykrywała jedno ramię. Następnie zapięła guzik peleryny. Mężczyzna pokręcił tylko z niezadowoleniem głową, ale nie skomentował jej zachowania.
– To dziś, Bartłomieju – powiedziała nagle i po raz kolejny poczęła wpatrywać się przed siebie w bliżej nieokreślony punkt.
– Dziś...? – Blondyn ustawił się obok niej i starał się zrozumieć, w co dziewczyna tak usilnie się wpatruje.
– Dziś ma tu przybyć... – wyjaśniła ciszej. Wydawała się być... smutna?
– Ach... No tak... Jak mogłem zapomnieć...
Na chwilę zapadła niezręczna cisza.
– Czy panienka ma zamiar wcielać w życie jakieś działania? – spytał nagle, a ona uraczyła go niepewnym spojrzeniem.
– Nie wiem jeszcze... – westchnęła. – Zapewne znów cały plan przygotuję na gorąco.
– To nie jest dobre rozwiązanie.
– Przecież wiem... – Po raz kolejny nabrała powietrza w płuca i wypuściła je, głośno przy tym wzdychając. – Po prostu nie chcę, żeby moja wyspa była jego terytorium.
– Chciałbym zauważyć jedną rzecz. Z technicznego jak również i z praktycznego punktu widzenia, to już jest jego terytorium.
– Dopóki ja tu jestem, ta ziemia nigdy nie będzie jego – fuknęła, a Bartłomiej spojrzał na nią z politowaniem. – Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby...
– Czyli na przykład co? – przerwał jej. Brunetka nie odpowiedziała, tylko zagryzła dolną wargę. – No właśnie. Bez planu nic nie zdziałamy.
– Nie mamy czasu na jego ułożenie – zauważyła. – Zaznaczam, że to już dziś.
– Dlaczego po prostu się nie podporządkujesz? To by wszystko ułatwiło.
– Mylisz się – odparła stanowczo. – Złożyłam kiedyś obietnicę i zamierzam się jej trzymać. – Dopiero teraz schowała do kieszeni zapalniczkę, którą do tego momentu trzymała ciągle w garści. – Nie wiem, jak to zrobię, nie wiem, ile mi to zajmie, nie wiem, ile sił będę do tego potrzebować, ale wypełnię to, co obiecałam dawno temu mojemu bratu.
– Jesteś strasznie uparta, panienko. – Mężczyzna pokiwał tylko głową.
Po raz kolejny zapadła cisza. Tym razem jednak słowa były zbędne. Obydwoje dostrzegli statek na morzu. Wiedzieli, że to on nim płynie. Ten, który miał wreszcie uporać się z niesforną dziewczyną. Ten, którego ona tak nienawidziła i jednocześnie którego tak się obawiała. To był on. Niemcy.
– Bartłomieju, ewakuuj ludzi na drugi brzeg. Dzięki temu nie powinni ucierpieć w razie ewentualnego starcia.
– Jak każesz. – Pokłonił się i szybkim krokiem zaczął odchodzić. – Nie daj złamać swojego ducha – rzucił na koniec.
– ...albo jednak się przebiorę. – Dziewczyna zignorowała jego wypowiedź i ruszyła w stronę swojego domu, który znajdował się całkiem niedaleko. Jej wypowiedź dość mocno skołowała blondyna, ale postanowił nie zawracać sobie tym głowy. Najwyraźniej ni z gruszki ni z pietruszki brunetce zachciało się założyć całe umundurowanie, to wszystko...
~ * ~ * ~ * ~
Notka opublikowana jeszcze przed oficjalnym otwarciem bloga. Mówi się trudno... xD Witam wszystkich, bla bla bla, ten sam rozdział (jak również i cała seria) znajdzie się tu, czyli na moim koncie na platformie Deviantart. Nie zdziwcie się ^^"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz